Cyklady - rejs w dwa jachty, z greckimi skipperami

Relacja z majowego rejsu w Grecji

Tym razem na rejs w Grecji wybrałam się z moją rodzinką i ekipą znajomych, z których większość nie miała żadnego doświadczenia żeglarskiego. Wyczarterowaliśmy dwa jachty i zatrudniliśmy lokalnych skipperów. Wyruszyliśmy z Lavrio, by odwiedzić północne Cyklady. Było wspaniale, a w tej relacji możesz zajrzeć za kulisy wyprawy:

  • Cyklady – warunki żeglarskie w maju i nasza trasa rejsu
  • Organizacja rejsu w Grecji – jachty, baza, transfery
  • Koszty podczas rejsu – zaopatrzenie, porty, knajpki, woda i prąd, tankowanie jachtu
  • Żeglowanie z greckim skipperem – fakty i mity

Cyklady - warunki żeglarskie w maju i nasza trasa rejsu

Cyklady to jeden z najbardziej wymagających, a zarazem satysfakcjonujących akwenów Morza Egejskiego. Planując rejs w tym rejonie warto wziąć pod uwagę Meltemi, czyli silny wiatr (nawet 6-8B) wiejący z północy, szczególnie dokuczliwy w lipcu i sierpniu. Wiosną warunki są spokojniejsze choć, jak to na morzu, gwarancji idealnej pogody nie ma. Dlatego czarter jachtu na Cykladach polecamy raczej załogom, które faktycznie chcą pożeglować. Jeśli planujesz bardziej relaksujące wakacje pod żaglami lub rejs z małymi dziećmi, zdecydowanie rekomenduję Morze Jońskie lub Zatokę Sarońską.

Cyklady - nasza trasa rejsu

Cyklady – trasa naszego majowego rejsu

Nasz rejs rozpoczynaliśmy w Olympic Marine w Lavrio – bazie położonej na końcu półwyspu Attyka, niedaleko Aten. Planowaliśmy dopłynąć aż do Milos, jednak silny wiatr, wiejący w środkowej Grecji już od czwartku, zatrzymał nas na jeden dzień w porcie. Spędziliśmy ten czas ucząc się węzłów, łowiąc ryby, przygotowując nasz jacht do wypłynięcia i odwiedzając inne jednostki, oczywiście za zgodą kapitanów. Mając taki „wolny” dzień warto zajrzeć do samego miasteczka Lavrio, które znane jest z kopalni srebra, Parku Technologicznego i Muzeum Minerałów. Z mariny można wybrać się tam na dłuższy spacer lub pojechać taksówką.

W skład archipelagu Cyklad wchodzi około 220 wysp, z czego tylko 24 są zamieszkałe. Wśród turystów największą popularnością cieszą się Santorini i Mykonos, jednak na żeglarzy czeka też kilka innych perełek, na których ruch turystyczny niemal nie istnieje. Planując trasę warto zajrzeć na tę stronę: https://www.hcg.gr/en/contact/authority_list_en/ i zanotować numery telefonów do wybranych portów, by póżniej zadzwonić przed wpłynięciem i dopytać o wolne miejsca. To szczególnie przydatne gdy jak my, płyniecie w więcej jachtów. Obsługa portów nie rezerwuje miejsc, ale daje znać czy robi się tłoczno. Może także pomóc w znalezieniu specjalnego miejsca, jeśli potrzebujecie np. stanąć longside, jak my – gdy urwał się zaczep łańcucha od kotwicy. Greccy marinero często korzystają z WhatsApp, nieźle mówią po angielsku i są bardzo pomocni przy cumowaniu!

Świadomie ominęliśmy na naszej trasie wyspę Kea. Jest położona najbliżej stałego lądu, ale moim zdaniem nie należy do najciekawszych. Warto jednak brać ją pod uwagę jako miejsce awaryjnego postoju po wyjściu z Lavrio czy w drodze powrotnej ze względu na świetną lokalizację –  pod kątem zakupów oraz schronienia na czas nieprzyjaznej pogody.

Cyklady - relaks w zatoce Kolona

SUPem po Zatoce Kolona

Nasz pierwszy postój zaplanowaliśmy w mojej ulubionej Zatoce Kolona na wyspie Kythnos. Położone blisko siebie wzgórza chroniły nas przed wiatrem, a piaszczysta plaża zapraszała, by dopłynąć do niej SUPem lub pontonem. Stanęliśmy na kotwicy i przygotowaliśmy lunch, korzystając z grilla gazowego na rufie jachtu. Mimo, że był dopiero 4 dzień maja, prawie cała załoga wskoczyła do wody – pogoda zrobiła się piękna i z radością korzystaliśmy ze słońca! Na noc zacumowaliśmy w porcie Merichas na tej samej wyspie, dosłownie 15-20 minut żeglugi od zatoki.

Kolejny dzień to dość długi przelot na wyspę Sifnos. Tego dnia również dopisywał nam słońce i wiało w idealnym kierunku, byśmy mogli żeglować, ale bez skarżenia się na objawy choroby morskiej. Na lunchowy postój zatrzymaliśmy się przy malutkiej wiosce Cheronissos, która ma swoją plażę, a oprócz tego manufakturę ceramiki i knajpkę. Nie dopływają tu jednak promy, więc miejsce jest mało popularne. Po południu przepłynęliśmy do portu Kamares. Tu plaża jest ogromna, a dookoła portu mnóstwo tawern z owocami morza, lodziarni i sklepów z pamiątkami.

Gdyby nie brakowało nam jednego dnia, tu byłoby miejsce na wyspę Milos. Odwiedzimy ją następnym razem, warto!

Cyklady - Chora na Serifos

Chora na Serifos

W środę skierowaliśmy się z powrotem na północ. Najpierw popłynęliśmy na Serifos – wczesnym popołudniem rzuciliśmy kotwicę w zatoce Koutala, a na wieczór stanęliśmy w Livadi. To nad tym portem świeci w słońcu najpiękniejsza Chora na Cykladach, dlatego wszyscy wybraliśmy się na samą górę na wycieczkę. Dobrze być tam przed zachodem słońca, widok na archipelag jest naprawdę spektakularny.

W czwartek ponownie odwiedziliśmy Kythnos, ale tym razem od jego wschodniej strony. Najpierw zatoka Agios Stefanos, a później noc w uroczym porcie Loutra, gdzie kąpaliśmy się w gorących źródłach, oznaczonych na Google Maps jako SPA KYTHNOS. Cyklady leżą na tzw. Łuku Wulkanicznym Morza Egejskiego i choć Kythnos nie jest czynnym wulkanem, to pod ziemią znajdują się bardzo gorące skały, które ogrzewają wodę. U ujścia ma ona około 52°C i jest silnie zmineralizowana (zawiera m.in. żelazo, magnez i sód). Na plaży w Loutrze ułożono mały, płytki basen z kamieni, w którym ta gorąca woda miesza się z zimną wodą z morza. Z atrakcji korzystają głównie mieszkańcy i żeglarze, bo i w to miejsce rzadko docierają inni turyści. Z obu portów na Kythnos (Merichas i Loutra) można wziąć taksówkę, by pojechać do Chory – głównego miasta wyspy, ukrytego w jej centrum pośród wzgórz.

Ostatni dzień naszego rejsu był pochmurny, co odrobinę ułatwiło pożegnanie z Cykladami… Poprzednie 4 dni pełne słońca wystarczyły jednak, by wszyscy wrócili opaleni! W drodze powrotnej do Lavrio planowaliśmy zatrzymać się przy półwyspie Sounio, na którego szczycie stoi Świątynia Posejdona. Wiało jednak zbyt mocno, by kotwiczenie tam było bezpieczne. Lunch zjedliśmy więc w bardziej osłoniętej zatoczce Pountazeza, ostatniej przed samym portem.

Do Sounio wybraliśmy się za to wieczorem, taksówkami z mariny. Zrobiliśmy w dwie załogi piknik na sąsiednim wzgórzu – z widokiem na Świątynię i pobliskie wyspy. Idealne miejsce, by podsumować cały rejs!

oświadczyny na Serfios podczas rejsu na Cykladach

oświadczyny na Serfios (fot. Damian)

Jedna para z naszej grupy długo nie zapomni tej wyprawy i przepięknej Chory na Serifos. Kolega zdradził nam, że już od roku miał przy sobie pierścionek zaręczynowy… Mimo, że był ze swoją wybranką w wielu pięknym miejscach na świecie, dopiero tutaj uznał, że jest wystarczająco wyjątkowo, by zadać to najważniejsze pytanie. Zrobił to na szczycie miasteczka, z widokiem na Cyklady, a jego ukochana powiedziała TAK!

Aniu i Damianie, z całego serca Wam gratuluję!

Mam ogromną nadzieję, że Wasze wspólne życie będzie co najmniej tak piękne jak Cyklady wiosną! 💙

Rekomendacja LEO Yachting: Jeśli potrzebujesz wsparcia w zaaranżowaniu podczas rejsu tak wyjątkowej okazji jak ta, daj mi znać – pomogę w organizacji 🙂

Magda-Koczewska-Agata-Zmudzinska.jpg

Aby żeglować, nie trzeba posiadać jachtu - wystarczy go wyczarterować

Chętnie w tym pomożemy, rekomendujemy do czarteru wyłącznie jachty, które są w rękach sprawdzonych i godnych zaufania operatorów
Magda Koczewska
Agata Żmudzińska

Organizacja rejsu w Grecji - jachty, baza, transfery

Nasze jachty na Cykladach

Dufour 460 GL Salted Caramel

Dufour 460 GL Salted Caramel

Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie planowałam rejsu z tak dużym wyprzedzeniem – już w marcu ubiegłego roku wiedzieliśmy gdzie i na czym będziemy żeglować. Zależało nam, by były to bliźniacze jednostki, a cały rejs niskobudżetowy. Dzięki tak wczesnej rezerwacji udało nam się wynegocjować dużą zniżkę na czarter i płatność w trzech ratach, zamiast dwóch.

Zdecydowaliśmy się na dwa identyczne jachty: Dufour 460 Grand Large z 2019 roku, o imionach Fish N’ Chips oraz Salted Caramel. Każdy z nich ma 5 kabin 2-osobowych. Jedną przeznaczyliśmy dla skippera, a w pozostałych spokojnie zmieściły się nasze 8-osobowe załogi. Stół w mesie rozkłada się w kolejną koję, więc oficjalnie na obu jachtach może żeglować po 12 osób.

Na jachcie są też 3 łazienki, każda ze zbiornikiem na brudną wodę (waste tanks), z czego skwapliwie korzystaliśmy w portach i zatoczkach. Zbiorniki na czystą wodę mają pojemność ponad 500 litrów i ani razu nie opróżniliśmy ich do końca. W kambuzie wygodniej było jednej osobie, za to druga mogła swobodnie działać przy stole w mesie. Są dwie lodówki, ale nie ma zamrażarki, więc nie robiliśmy dużych zapasów.

Te egzemplarze Dufour mają rolowany grot i samochalsujący fok. Nie są to żagle, które pozwalają na optymalne ustawienie względem wiatru, ale do ich obsługi nie trzeba wychodzić z kokpitu, więc to dobry zestaw dla początkującej załogi. Co mnie zaskoczyło, to jak ciężko chodziły liny i wszystkie mechanizmy – to jednak kwestia rozruchu po zimie. Nasz rejs był dla obu jachtów pierwszym w tym sezonie.

Baza czarterowa w Lavrio – Olympic Marine

Dzięki swojej lokalizacji Lavrio to najpopularniejsza baza dla tych, którzy planują żeglować po Cykladach. Można ruszać także z samych Aten, ale ze względu na odległości traci się pół dnia (lub nawet cały dzień) na dotarcie do archipelagu. Niektórzy startują z Lavrio na Zatokę Sarońską i Argolidzką, szczególnie jeśli planują odwiedzić Hydrę, Spetses czy Nafplio.

W miejscowości są dwie mariny – port główny (Main Port), do którego wpływają także promy i statki handlowe, oraz właśnie Olympic Marine, która w całości dedykowana jest żeglarzom. Ma prawie 700 miejsc dla jachtów różnej wielkości i pełne zaplecze techniczne, włącznie ze sprzętem do wodowania, zimowania i serwisowania dużych jednostek. To co jednak najważniejsze dla klientów czarterujących jachty, to:

  • transfer bezpośrednio z lotniska w Atenach trwa ok 40 minut, można zamówić także transfer z/do centrum samych Aten, jeśli planujecie zwiedzanie;
  • w weekendy jest na miejscu sporo taksówek, kierowcy mają też kontakty do kolegów z branży – nam udało się w kilka minut zorganizować transport dla 12 osób do Świątyni Posejdona i z powrotem;
  • w marinie jest supermarket Albatross – otwarty w sezonie od 8 rano. Można zrobić zakupy osobiście i poprosić o dostawę pod trap (w soboty), lub przesłać listę przed rejsem i również zamówić dostawę. Jednak ze względu na wąski wybór produktów i wysokie ceny sugeruję traktować ten sklep raczej jako rozwiązanie awaryjne, a główne zakupy zrobić online w Balaskas.
  • w porcie jest także sklep żeglarski, restauracja i kawiarnia;
  • sanitariaty są czyste i pachnące, czynne całą dobę i bezpłatne. W tym samym budynku dostępna jest także pralnia;
  • w marinie jest także jachtowa stacja benzynowa, na której trzeba uzupełnić paliwo przed oddaniem jachtu po czarterze. W związku z tym warto podpłynąć nieco wcześniej, by nie spóźnić się na check out z powodu kolejki do tankowania.

Wspólnie z moim synem Leo nagraliśmy krótki spacer po marinie, obejrzyj by wiedzieć, czego spodziewać się na miejscu!

Koszty rejsu w Grecji – zaopatrzenie, porty, woda i prąd, paliwo

Zaopatrzenie na rejs w Grecji – zakupy z dostawą na jacht

Scorpion Fish - ryba wybrana przez Leo

Scorpion Fish – ryba wybrana przez Leo

Podobnie jak poprzednim razem (przeczytaj moją relację z jesiennego rejsu po Zatoce Sarońskiej), główne zakupy na rejs zrobiłam z wyprzedzeniem – w sklepie internetowym Balaskas, do którego klienci LEO Yachting mają zniżkę 8% na cały koszyk. Po skompletowaniu zamówienia opłaciłam je kartą i wybrałam dostawę bezpośrednio do portu w Lavrio. Zakupy przyjechały kilka chwil po tym, jak w sobotę weszliśmy na jacht! Produkty wymagające chłodzenia oraz warzywa i owoce zabezpieczone zostały w dużych styropianowych opakowaniach, by utrzymać właściwą temperaturę. Wszystko sprawnie rozpakowano tuż pod naszym trapem i od razu zaształowaliśmy prowiant na jachcie. Ominęliśmy trudny etap biegania po supermarketach tuż po przylocie.

Warto zwracać uwagę na wyposażenie jachtu, jeszcze przed złożeniem zamówienia – czy jest zamrażarka, czy i jaki jest ekspres do kawy oraz, czy na pokładzie jest grill. To było moje kolejne zamówienie z tego sklepu, mam więc swoje ulubione produkty, nie przewidziałam tylko jednego – jakiego rozmiaru będą kapsułki do ekspresu Nespresso, który zastaliśmy na jachcie. Okazuje się, że najbardziej popularne są urządzenia, które przyjmują kapsułki o wadze 52-57 gram i nasze były za duże.

Ceny w Grecji – koszty bieżące rejsu

Starym zwyczajem zrzuciliśmy się wszyscy na kasę jachtową, dorośli po 250 EUR, dzieci po 200 EUR. To był nasz budżet operacyjny na czas rejsu. Z niego opłaciliśmy zaopatrzenie na start i wszystkie bieżące zakupy, w tym moje ulubione greckie wypieki – bouratza, spinakopita, milopita itp. Umówiliśmy się jedynie, że mocne alkohole każdy finansuje we własnym zakresie – wszystko inne opłaciliśmy ze wspólnego portfela. Braliśmy pod uwagę także wyżywienie dla naszego skippera lub ewentualne kieszonkowe, gdyby nie chciał jeść z nami na jachcie.

Pilar z prądem i wodą w greckim porcie

Pilar z prądem i wodą w porcie na Sifnos

Na Sifnos wybraliśmy się wszyscy do tawerny na kolację, którą również opłaciliśmy z kasy jachtowej. Budżet na osobę nie przekroczył 22 EUR, choć na stole pojawiły się ryby, jagnięcia, moussaka, risotto z owocami morza, przekąski na bazie fety, a także piwo i lokalne wino. Pod tym względem Grecja wciąż wygrywa nad Chorwacją 😉

Za porty, wodę i prąd zapłaciliśmy łącznie mniej niż 80 EUR za jacht (postój i media w Lavrio są bezpłatne). Człowiek, który inkasuje opłaty pojawia się zazwyczaj zanim zacumujecie (i odbiera cumy) lub chwilę później. By skorzystać z mediów trzeba kupić u niego kartę prepaid (10-17 EUR). Podpinamy się do pilara na kei, zbliżamy kartę do ekranu i możemy już korzystać z prądu i wody, w ramach wykupionego limitu. Ten system działa w większości greckich portów, tak samo było jesienią na wyspach Zatoki Sarońskiej.

Ze względu na słaby wiatr i ambitną trasę sporo korzystaliśmy z silnika. Paliwo na koniec rejsu kosztowało nas 160 EUR (9 maja 2026 cena na dystrybutorze wynosiła 2,08 EUR/l). Gdyby jacht miał generator prądu i klimatyzację, ta kwota byłaby na pewno większa.

Nie oszczędzaliśmy – szczególnie na jedzeniu – a po zakończeniu rejsu i tak sporo pieniędzy wróciło do naszych kieszeni.

Żeglowanie z greckim skipperem - fakty i mity

Żeglowanie z lokalnym skipperem budzi w naszych klientach wiele pytań i wątpliwości. Rozumiem, choć chciałabym je wszystkie skasować jednym ruchem 😉  Mam jednak świadomość, że to nie zadziała… dlatego po prostu opiszę, jak było u nas:

Dobór skipperów do załogi i planowanie trasy

załogi obu jachtów po rejsie na Cykladach

Nasze załogi w Lavrio po rejsie

Naszą ekipę podzieliliśmy na dwie grupy, a armator dostał listy tych załóg wraz z datami urodzenia. Na tej podstawie dobrał dla nas skipperów – profesjonalnych kapitanów, którzy zawodowo prowadzą rejsy, a kiedy nie pływają, zajmują się serwisowaniem jachtów. To nie są przypadkowi ludzie, a zaufani pracownicy, wielokrotnie sprawdzeni przez armatora w różnych, również trudnych warunkach.

Na Salted Caramel popłynęła grupa 6 osób w podobnym wieku (30-40 lat), a ich skipperem został Aggelos. To 20-latek z dużym doświadczeniem żeglarskim, który prywatnie zajmuje się stolarką jachtową. Świetnie pasował temperamentem do ekipy, z ich pokładu co chwilę słychać było śmiech!

Załoga na Fish 'N Chips była bardziej zróżnicowana: 2 chłopców w wieku lat 11, jeden 18-latek i pięcioro dorosłych. Naszym kapitanem został George – starszy od nas i mający swoje dzieci. Jego doświadczenie i otwartość pozwoliły mu porozumieć się z każdym z nas! Świetny kontakt złapał także z moim synem, co dla Leo miało ogromne znaczenie (bo nie lubi czuć się pomijany, o czym wspomniał w wywiadzie na temat żeglowania z dziećmi).

Jeszcze zanim przyjechaliśmy do Grecji armator założył dla nas wspólną grupę na WhatsApp. Miałam więc okazję zasugerować skipperom miejsca, które chcemy odwiedzić jachtem. Przygotowali dla nas 3 warianty trasy: pierwsza, najłagodniejsza pod kątem pogody i żeglowania, uwzględniała Zatokę Sarońską. Druga i trzecia to same Cyklady, ale w różnych wariantach. Ten ostatni plan był bardzo ambitny. Musieliśmy wziąć pod uwagę zarówno wiatr (siłę i kierunek), skrócenie rejsu o jeden dzień (który zatrzymał nas w porcie) i małe doświadczenie załogi, więc wybraliśmy opcję 2. Zaproponowana trasa bardzo dobrze przemyślana, z codziennymi postojami na kotwicy – na lunch i kąpiele – oraz nocowaniem w porcie i czasem na zwiedzanie czy zakupy. W żaden dzień nie musieliśmy się spieszyć, zawsze też mieli przygotowane awaryjne miejsca na postój, gdybyśmy chcieli wrócić do portu szybciej.

Kwestie budżetowe i organizacyjne

Planując rejs wiedzieliśmy, że będzie z nami zawodowy kapitan, co uwzględniliśmy przy wyborze jachtów – skipper musi mieć swoją osobną kabinę, w której może swobodnie odpocząć po całym dniu pracy. Dodatkowo armator zaproponował nam damage waiver zamiast pełnej kaucji, nie ponosiliśmy więc żadnego ryzyka finansowego wynikającego z potencjalnych uszkodzeń jachtu. Swoje wynagrodzenie skipper otrzymał od nas gotówką tuż przed rejsem i oczywiście nie partycypował w kasie jachtowej. Dobry zwyczaj mówi też o zostawieniu napiwku na koniec wspólnego żeglowania.

Załoga jest zobowiązana, by zapewnić skipperowi wyżywienie podczas rejsu. George towarzyszył nam więc podczas posiłków na jachcie, ale na wspólne wyjście do restauracji musiałam namawiać go dobre 10 minut… Jest bardzo skromnym człowiekiem, który niemal nie ma potrzeb. W żadnym momencie nie nadużywał naszej „gościnności”, wręcz przeciwnie: martwiliśmy się, że chodzi głodny! To, co dobrze nam się sprawdziło i skipper przyjmował chętnie, to małe butelki wody i Sprite oraz nasze polskie Prince Polo 😀

Zakres obowiązków skippera, komunikacja i prywatność załogi 

George - nasz grecki skipper podczas rejsu na Cykladach

Nasz skipper George za grillem

Profesjonalny skipper jest odpowiedzialny przede wszystkim za jacht: przygotowanie go do wypłynięcia, klar po manewrach, ale też uzupełnianie wody czy drobne, bieżące naprawy. George miał kilka okazji, żeby się wykazać i cieszę się, że był z nami na pokładzie, szczególnie przy awarii kotwicy. Naprawił ją, gdy my beztrosko cieszyliśmy się lodami w miasteczku.

Do manewrów potrzebował w sumie jednej osoby, z którą omówił na początku działanie kotwicy oraz sposób komunikacji między rufą a dziobem, gdy niewiele słychać. W naszej ekipie chętnych do pomocy było więcej, ale na typowym rejsie taka jedna osoba do pomocy w zupełności wystarczy. Jest angażowana wyłącznie przy manewrach w porcie lub zatoczce. Resztą zadań skipper może zająć się sam. My musieliśmy trochę walczyć o dodatkowe zadania, bo George jest przyzwyczajony do obsługi wszystkiego w pełni samodzielnie. Z początku traktował nas bardziej jak pasażerów, niż pełnoprawną załogę, ale krótka rozmowa pomogła nam zmienić układ tak, byśmy czuli się komfortowo.

Każdego wieczoru umawialiśmy się na poranną godzinę gotowości do wypłynięcia. Rano George wstawał jako jeden z pierwszych i znikał w miasteczku. Załoga mogła swobodnie paradować w piżamach, bo wracał dopiero na chwilę przed wyjściem z portu. Po przypłynięciu ogarniał jacht, a potem dopasowywał się do nas – jeśli szliśmy na wycieczkę, on zostawiał i pilnował dobytku. Jeśli chcieliśmy zostać na pokładzie, to znikał w porcie lub w swojej kabinie. Cały czas powtarzał, że nie chce nam przeszkadzać, a my uparcie zapraszaliśmy go do wspólnego spędzania czasu. Dopiero kiedy zyskał pewność, że mamy ochotę na jego towarzystwo, zostawał z nami częściej.

Podsumowanie wspólnego rejsu

George okazał się wspaniałym, ciepłym i serdecznym człowiekiem. W niedzielny wieczór, gdy sklep w marinie był już zamknięty, z własnej inicjatywy zrobił dla nas dodatkowe zakupy. Kolejnego dnia odpalił grilla i przygotował pyszny lunch. Uprzedzam tylko, że  to nie jest standardowy zakres obowiązków skippera!  W trakcie pływania odpowiadał cierpliwie na pytania, pokazywał co jak działa i ciągle pytał czy wszystko w porządku. Grał z chłopakami w statki, słuchał naszych opowieści i podpowiadał, gdzie warto pójść i co zobaczyć. Na koniec rejsu podpisał nam Opinie z rejsu (wydrukowane przeze mnie wg wzoru PZŻ), mamy więc kolejne godziny potrzebne do stażu na wyższe uprawnienia żeglarskie. W sobotę ciężko nam było się rozstać – pojawiły się łzy wzruszenia i deklaracje o kolejnych wspólnych rejsach.

Z obydwoma skipperami bardzo łatwo było się dogadać. Mówią po angielsku, ale to dla nich drugi język, tak jak dla nas. Nikt więc nie oczekuje perfekcyjnego, płynnego mówienia i bogatego słownictwa. W razie potrzeby można wspierać się translatorem w telefonie i gestami – Grecy są szalenie otwarci i pozytywnie nastawieni. Jeśli tylko goście chcą się porozumieć, to ze strony skippera będzie pełne wsparcie. Wszyscy greccy żeglarze, których poznałam do tej pory, są podobni w swoim podejściu do gości – otwarci, życzliwi i gotowi dopasować się do każdej sytuacji. To w dużej mierze od nas zależy, jaka będzie atmosfera podczas rejsu i relacje z nimi.

  

Zadzwoń, porozmawiajmy
o żeglowaniu na Cykladach!

Agata Żmudzińska
+48 519 525 027
Magda Koczewska
+48 502 386 503

Zobacz jak wygląda Marina Olympic w Lavrio:

  

Zadzwoń, porozmawiajmy o żeglowaniu w Grecji!
Agata Żmudzińska +48 519 525 027
Magda Koczewska +48 502 386 503