Wielkanocne tradycje nad Morzem Śródziemnym

Choć mapy polityczne jasno wyznaczają granice państw nad Morzem Śródziemnym, kulturowo kraje południa są mocno wymieszane. To, co dziś bierzemy za „typowo chorwackie” czy „greckie”, jest rezultatem wielu wieków handlu i wojen.

Widać to na przykład w chorwackiej Puli – miasto przez wieki należało do Republiki Weneckiej, dlatego dziś na starówce usłyszysz dialekt bliski raczej włoskiemu niż twardy język z Zagrzebia. Podobnie na Wyspach Jońskich (Korfu, Kefalonia). Przez 400 lat pod rządami Wenecji nasiąkły barokiem i pastelowymi kolorami elewacji, co odróżnia je od reszty Grecji, która w tym samym czasie była prowincją imperium tureckiego. Na wyspie Kos wystarczy jedno spojrzenie na horyzont: bizantyjskie cerkwie stoją tuż obok osmańskich minaretów i meczetów, a w lokalnych tawernach greckie meze smakuje niemal identycznie jak tureckie przystawki. Ta mozaika wpływów sprawia, że nawet w ramach jednego kraju tradycje nie są identyczne. Każdy region ma swój własny scenariusz na najważniejsze dni w roku.

Wielu z nas w najbliższą niedzielę zasiądzie do świątecznego stołu. Czy mieszkańcy południa zrobią to samo? Tak, choć tamtejsze menu może być dla nas zaskoczeniem, a ich świętowanie często przenosi się z domów na place i brukowane ulice uliczki wokół portów.

Zanim rozpocznie się kolejny sezon żeglarski przeczytaj, jak Wielkanoc świętują Południowcy:

Grecja: czerwone jaja i huk petard, by przegonić zło

Pascha jest w Grecji ważniejsza niż Boże Narodzenie. W Kościele prawosławnym i greckokatolickim Pascha to nazwa Niedzieli Wielkanocnej. Pochodzi od hebrajskiego Pesach (przejście) i jest świętem Zmartwychwstania, które kończy surowy, 40-dniowy post.

Przygotowania do obchodów trwają tygodniami, ale najwięcej dzieje się od Wielkiego Czwartku. To wtedy w domach farbuje się jajka – i co ważne – wyłącznie na czerwono. Nie ma tu miejsca na wielobarwne pisanki. W każdym koszyku dominuje czerwień, jako symbol krwi i nowego życia.

Najważniejszym zwyczajem jest tsougrisma, czyli stukanie się jajkami przy stole. Właściciel jajka, którego skorupka przetrwa nienaruszona, ma mieć szczęście przez cały rok. Tę tradycję znamy z naszego, polskiego domu. Czy i Wy „stukacie się jajkami”?

Z kolei noc z Wielkiej Soboty na Niedzielę to w Grecji czas hałasu. Na Korfu z okien kamienic wylatują na bruk wielkie gliniane dzbany wypełnione wodą (botides). Z kolei na wyspie Chios, w miejscowości Vrontados, parafianie dwóch sąsiadujących kościołów wystrzeliwują w swoją stronę tysiące domowej roboty petard. Cały ten huk ma symbolicznie przeganiać zło.

Zaraz po nocnym nabożeństwie Grecy jedzą pierwszy posiłek po poście – zupę magiritsa. To wywar z jagnięcych podrobów z koperkiem i sosem cytrynowym. Ma specyficzny, intensywny zapach i ważne zadanie: przygotować żołądek na niedzielną ucztę, podczas której głównym daniem będzie jagnię pieczone w całości na rożnie.

Chorwacja: wymagające procesje i zdobione pisanki

Na chorwackim wybrzeżu Wielkanoc ma surowy, fizyczny wymiar. Zamias kolorowych bazi do kościołów niesie się gałązki oliwne lub misternie plecione liście palmowe (pome). Po poświęceniu zostają w domach jako ochrona na cały rok.

Najbardziej wymagającą tradycją jest nocna procesja Za Križen na wyspie Hvar. Wybrani mieszkańcy niosą ciężkie krzyże przez 60 kilometrów, idąc boso lub w samych skarpetkach przez sześć wiosek. Marsz trwa całą noc ikończy się nad ranem w miejscu startu.

Na wielkanocnym stole pojawia się sirnica (znana też jako pinca). To słodki, drożdżowy chleb z aromatem rumu i cytrusów, nacinany w znak krzyża przed pieczeniem. Podaje się go z gotowaną szynką, często zapiekaną w cieście chlebowym, młodą cebulką i chrzanem.

Chorwackie pisanki, czyli pisanice, to małe dzieła sztuki tworzone starą metodą. Na ciemnym tle, uzyskanym z łupin cebuli, skrobie się precyzyjne wzory roślinne lub krótkie życzenia.

Włochy: gołębice i piknik pod gołym niebem

Włochy w Wielkanoc łączą religijny teatr z biesiadowaniem. W miejscowości Enna na Sycylii, w Wielki Piątek tysiące ludzi w białych kapturach maszeruje w milczeniu przez miasto. Z kolei we Florencji, przed katedrą Duomo, odbywa się Scoppio del Carro. To widowisko z udziałem ozdobnego wozu wypełnionego fajerwerkami. Kulminacją jest moment, w którym mechaniczna gołębica (colombina) pędzi po linie z ołtarza katedry, by podpalić wóz. Jeśli wszystko wybuchnie zgodnie z planem, rok ma być pomyślny i obfity w zbiory.

Wielkanocny deser to Colomba Pasquale – drożdżowe ciasto w kształcie gołębicy z bakaliami i migdałami. Popularna jest też Torta Pasqualina z Ligurii. To słona tarta ze szpinakiem, ricottą i całymi jajkami, które po przekrojeniu tworzą biało-żółte oczka. Tradycja mówi o 33 warstwach ciasta – na pamiątkę liczby lat życia Chrystusa.

Poniedziałek wielkanocny, czyli Pasquetta (Lunedì dell’Angelo), to czas wyjścia w teren. Zamiast jednak oblewać się wodą, Włosi pakują koce, resztki jagnięciny z rozmarynem, wino i ruszają całą rodziną na pikniki. Każdy skrawek zieleni w okolicy miasteczek jest wtedy zajęty przez biesiadników.

Hiszpania: ciężkie platformy i smażony chleb

W Hiszpanii, a szczególnie na Balearach, Wielkanoc (Semana Santa) to również uliczny teatr. Nie trzeba wchodzić do kościoła, by poczuć ciężar tradycji, bo procesje z ogromnymi, bogato zdobionymi platformami (pasos) przechodzą przez same centra miast. Niektóre figury świętych ważą po kilka ton i są niesione na barkach kilkudziesięciu mężczyzn (costaleros) ukrytych pod aksamitnymi tkaninami.

Jeśli odwiedzicie w tym czasie Palmę na Majorce, traficie na procesje pokutników w wysokich, szpiczastych kapturach. Wyglądają nieco podobnie do włoskich, ale ich przemarsz jest surowy i głośny – słychać głównie miarowy stukot drewnianych lasek o bruk. To widowisko, które dla postronnego obserwatora wygląda groźnie, ale dla mieszkańców jest najważniejszym momentem roku.

Na hiszpańskich stołach wielkanocnych króluje prostota. Najpopularniejszym daniem są torrijas – kromki czerstwego chleba moczone w mleku i miodzie, a następnie smażone na oliwie. To wysokokaloryczny deser, który tradycyjnie miał dawać energię na cały dzień pracy lub modlitwy.

Serwis jachtów przed rozpoczęciem sezonu

Gdy w lany poniedziałek milkną ostatnie procesje, a rodziny posprzątają resztki pikników, lokalsi z branży żeglarskiej – którzy przed chwilą nieśli krzyże na Hvarze czy sypali konfetti we Florencji – wracają do pracy. Mają niespełna cztery tygodnie, by przygotować jachty do odbioru przez klientów.

Zimowy serwis trwa od kilku miesięcy, teraz jest czas na ostatnie szlify. W ruch idą polerki, a pod linią wody kładziony jest świeży antifouling. Kontrolę przechodzą jachtowe silniki: następuje wymiana filtrów, olejów i anod cynkowych, które chronią śruby przed korozją. Serwisanci wchodzą na maszty, by sprawdzić naciąg want i stan takielunku, a żagle wracają z magazynów po konserwacji. Wewnątrz trwa przegląd instalacji – od sprawdzania szczelności bojlerów po testy elektroniki i akumulatorów. Kajuty są osuszane, ozonowane i doposażane tak, by za miesiąc były gotowe do zamieszkania. W pierwszą sobotę nowego sezonu wszystko będzie dopięte na ostatni guzik.

To dzięki tym ludziom, którzy jeszcze wczoraj świętowali w swoich miasteczkach, już za chwilę będziemy mogli odebrać sprawne jachty w Atenach, Splicie czy Palmie i ruszyć w długo wyczekiwane rejsy.

  

Chcesz poznać bliżej lokalne zwyczaje nad Morzem Śródziemnym?
Zadzwoń, porozmawiajmy żeglowaniu w tym rejonie!

Agata Żmudzińska +48 519 525 027
Magda Koczewska +48 502 386 503

Magda-Koczewska-Agata-Zmudzinska.jpg

Aby żeglować, nie trzeba posiadać jachtu - wystarczy go wyczarterować

Chętnie w tym pomożemy, rekomendujemy do czarteru wyłącznie jachty, które są w rękach sprawdzonych i godnych zaufania operatorów
Magda Koczewska
Agata Żmudzińska

  

Zadzwoń, porozmawiajmy
o żeglowaniu na
Morzu Śródziemnym!

Agata Żmudzińska
+48 519 525 027
Magda Koczewska
+48 502 386 503